piątek, 16 maja 2014

od Kerry

Szłam przed siebie gapiąc się w piach ze zwieszoną głową.Podniosłam wzrok na słońce.Upał mi nie dokuczał.Byłam u siebie.Otoczona piaskiem i żwirem.Promienie słońca aż nadto oświetlały mi drogę oślepiającym blaskiem.Gdzieś przede mną rysował się kontur góry i flory wokół.Było też co raz więcej żwiru,a mniej piasku.Kiedy całkiem znikną zatrzymałam się.Spojrzałam na swoje stopy po czym odwróciłam wzrok ku już miniętemu skrajowi.Zacisnęłam dłoń na uwięzionym za pasem ostrzem sztyletu.
Ruszyłam ku Mglistej Górze-siedlisku dzikich plujących ogniem bestii.
Podeszłam aż pod samą górę i zaczęłam żmudną wspinaczkę.W końcu przede mną pojawiła się spora grota.Weszłam do niej by przespać chłodną noc.Nie mówię,że mi to przeszkadza po prostu lepiej czuję się w pełnym słońcu.
Obudził mnie głośny ryk.Wzdrygnęłam się i w mgnieniu oka podniosłam się na równe nogi.Ruszyłam w głąb jaskini.Wtem naprzeciw mnie ujrzałam olbrzymiego czerwonego smoka.

Wokoło widać było ludzkie szczątki,a także ich bezpańskie teraz rzeczy osobiste.Z nozdrzy potwora wydobył się dym.
-Po co tu przyszłaś?!-warkną głębokim, gardłowym i nieco ochrypłym,niskim głosem.
-Jestem,że tak powiem przejazdem.-rzuciłam niedbale.
Podniósł uniósł garbaty wyrostek pełniący rolę brwi.Po czym mrukną coś cicho i grzebną niechętnie łapa zagarniając złote monety z których najwyraźniej uczynił sobie leże.
-Przyszłaś zabrać moje złoto!-warkną mrużąc gniewnie oczy.
-O bogowie wszelcy!Mam w głębokim poważaniu twoje pieniążki!-wykrzyknęłam unosząc ręce do góry.
To go chyba jeszcze bardziej rozjuszyło.Podeszłam bliżej i splunęłam na złoto.
,,Brwi''drgały mu w tiku gniewu.
-Dosyć!
Ruszył ku mnie powolnymi krokami.Odwróciłam się powoli i marszem poszłam przed siebie.Słyszałam jak zagęszcza ruchy,ja też przyśpieszyłam kroku.Biegłam najszybciej jak mogłam a on truchtał za mną.Zatrzymałam się tuż przed wyjściem,a on przebiegł nade mną.
Rozpostarł potężne skrzydła.Skoczyłam mu na grzbiet.Rykną dziko i wzbił się wyżej.Trzymałam się zawzięcie kolca na jego grzbiecie.
Byliśmy już wysoko.Powoli brakło mi powietrza.Naglę złożył skrzydła i zanurkował ku ziemi.Oparłam się plecami o pierwszy z kolców i chwyciłam go rękami wyciągając je do tyłu.Rozłożył je dopiero tuz nad koronami drzew.Wtedy zeskoczyłam z niego i wylądowałam na gałęzi.Zeszłam pośpiesznie na ziemię i ukryłam się za ubogim krzakiem.Gdyby nie drzewa,które gdyby chciał bez problemu by spalił lub poprzewracał pewnie by mnie dopadł.
Wylądował i z rykiem wypuścił ku niebu język ognia i załopotał rozłożystymi skrzydłami.Wrócił do jaskini jeszcze parę razy zaryczał i znikną w czeluściach swej groty.

2 komentarze:

  1. no bo smoki nie lubią jak się je głaska.....
    Miru

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nie lubię jak próbuje się mnie zabić
    ...oj co ja bredze, przecież to uwielbiam.
    Kerry

    OdpowiedzUsuń