niedziela, 1 czerwca 2014

Od Moonli: Nie, to nie możliwe

Wadera wyglądała na wesołą ja już nie potrafiłam być wesoła wyprostowałam się i zmieniłam w człowieka. Wadera uczyniła tak samo jak ja.
-Oczywiście, że tak. Potrzebujemy takich jak ty.
-Dziękuje, ale nie bądź taka poważna- uśmiechnęła się wadera.
-Nie rozkazuj alfie, powiedz jak ci na imię?
- Hazel.- odpowiedziała wadera.
- Ja mam na imię Ilu, to znaczy Moonli. – prawie bym się wygadała- Pewnie jesteś głodna i spragniona.
- Tak- odpowiedziała niepewnie wilczyca.
- Choć być może niedługo na dworze nie będzie się już wytrzymać.
-Oczywiście.- i Hazel poszła za mną do bardzo dużego domu, mojego domu.
Podałam wodę i prowiant. Gadałyśmy trochę przy niej mogłam się wyluzować. Uśmiechnąć się.
Nagle zobaczyłyśmy basiora. Wyszłam na zewnątrz z Hazle. Basior zamieniła się gdy zobaczył nas. Podszedł bliżej. Nagle czas się dla mnie zatrzymał. Serce biło jak opętane. Nie wiedziałam co się dzieje. Aż w końcu zdałam sobie sprawę. Ale on pot rzedł do Hazel. Odwrócił się do mnie i spytał: Czy mogę dołączyć?- Pokiwałam głową na znak że ,,tak’’ On pot rzedł niebezpiecznie blisko do Hazel. Krew powoli zaczęła we mnie wrzeć. Złapał za kosmyk jej włosów i kręcił nimi w Okół swojego palca. Hazel stała nieruchomo też nim oczarowana. Ja zmarnowana zmieniłam się w wilka i odeszłam a odchodząc usłyszałam ich rozmowę:
-Cześć- wyszeptał tamten chłopak- jak ci na imię?
-H… hazle.- wyjąkała wet najpiękniejszy kwiat pustyni pozazdrościł by ci urody. A miękkość twojej skóry- dotknął policzka Hazel- nie równa się jedwabiu. – Hazel zaśmiała się cicho odwracając głowę.
-Oczy jak dwa obsydiany, czarne i głębokie . i pierwsze wrażenie jakie odnoszę gdy na nie patrzę to tak jakbym spadał w otchłań bez dna.
odwróciłam się i to co zobaczyłam mocno uszkodziło moją psychikę. Hazel całowała się z tym oto tu draniem. Nie wiem jakim cudem ale byłam taka wściekła że, oni się całują. Coś we mnie wybuchło i przy nich też. To był gejzer który wyrwał ziemie i podniósł ich do góry przy okazji parząc ich ciała. Ostudziłam wrzącą wodę ale niepotrzebnie gdyż Hazel zareagowała dużo szybciej i wzleciała w górę trzymając za ręce jej chłoptasia .
Uciekłam z tam tąd do lasów mgły.
*w lesie mgły*
Płacząc przez przypadek nadepnęłam na gałąź i nagle młody wilk się na mnie, rzucił.
-Ej nie jestem biegusem.


Miru proszę nie pożeraj mnie.
A i soory za to co zrobiłam z tobą Diego i Hazel na serio soory
.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz