-Łańcuchy?- byłem totalnie zdziwiony tym co mówiła
-Tak łańcuchy a ty je od tak sobie tworzysz z powietrza!
-chodzi ci o to?-spytałem przywołując ogień i tworząc z niego małego gryzonia.
-No nie do końca...
-Chcesz mi powiedzieć ,że masz na myśli te Łańcuchy?
-Tak co chyba że według ciebie znaczy to coś innego
Wciągnołem głośno powietrze.
Właśnie przez łańcuchy zginoł ojciec.
Chciał uchronić naszą rodzinę przed rozłamem i przyjoł propozycje dziwnego stwora który pojawił się właściewie nie wiadomo z kąd.
Podbiegł do mnie płonący stwór którego przed chwilą stworzylem.
-Roni....co ty zrobiłeś?-spytała Rozalia patrząc na mysz która właśnie wskoczyła mi na kolano.
-Gdy zechcę zniknie- powiedziałem i machnąłem ręką rozwiewając płomienie
-Dziwne nawet bardzo...
Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.
-tylko nie mów ,że od tego zgine.....
bo nie zgine nie? Rozalia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz