Siedziałam w moim pokoju,mieszczącym się w otchłani.Z nudów poszłam
przejść się i zobaczyć jak miewa się mój drogi przyjaciel- Kapelusznik.
On tak jak inni jest Łańcuchem.
Jego wygląd: ![]() Jako jeden z niewielu dostał możliwość zmiany w człowieka.Miał wtedy jedno czerwone oko i białe włosy zachodzące na miejsce gdzie powinien mieć drugie. Kiedy tak rozmawialiśmy przybył do mnie zwiadowca z ziemi. Powiedział że, ukrywa się tam sporo zbuntowanych Łańcuchów.Tak dla wyjaśnienia: Zbuntowane Łańcuchy to te które przybywają na ziemię i kuszą ludzi. Mówią im o mocy zmiany przeszłości. Nie wracają one za moim rozkazem. Kiedy Łańcuch by mógł długo przebywać na ziemi bez mojej ochrony - nie umiera po trzech dniach - potrzebuje zawarcia kontraktu z człowiekiem. Nie jest to dozwolone, ponieważ na piersi takiej osoby pojawia się piętno - zegar. Taki zegar odlicza czas możliwości przebywania łańcucha na ziemi. Jednak gdy wskazówka zatoczy pełne koło... Człowiek zostaje nie odwracalnie wtrącony do otchłani... A także... Staje się Łańcuchem... Gdy usłyszałam o tym wiedziałam że muszę wyruszyć na ziemię by pozbyć się tychże potworów. Poinformował mnie też gdzie się konkretnie znajdują. Wyruszyłam natychmiast. Po paru minutach byłam na miejscu. Pojawiłam się ,jak się potem dowiedziałam, Komnacie szeptów. Zauważyłam nad sobą szczelinę. Szybko wzbiłam się w powietrze (byłam już pod postacią wilka) i wyleciałam stamtąd. Byłam niedaleko jakiejś "wioski". Były tam dwie rozmawiające wadery. Rozpoznałam w nich jakieś dwie dziewczyny. Wyminęłam je i poszłam dalej. Miałam szczerą nadzieję że mnie nie zauważą. Kiedy tak biegałam po pustyni zobaczyłam jakiegoś chłopaka. Był przede mną i chyba mnie nie zauważył. Byłam zbyt blisko i nie zdążyłam wyhamować z pełnego biegu. Wpadłam na niego. - Przepraszam! Naprawdę przepraszam Cię! - mówiłam zdenerwowana. - Nic się nie stało - powiedział. - Jestem Rozalia, a ty? - spytałam. - Roni - odpowiedział. Roni? Nie jesteś zły że tak na ciebie wpadłam? |
sobota, 7 czerwca 2014
środa, 4 czerwca 2014
Od Miru(CD opo Setha i Moonli)
Jeszcze nigdy nie wchodziłam do tak chorego umysłu.
Nie wiem jakim cudem Seth był w stanie żyć z takimi myślami.
Za każdym razem kiedy dotykałam jego umysłu miałam ochotę zwinąc się w kłębek lub zchować do jakiejś dziury.
Ale nie robiłam tego poprostu nie mogłam musiałam dbać o porządek w głowie.
Przerwałam kontakt złośliwie szarpiąc myśli basiora który zajęczał cicho.
Zamrugał wciąz lekko oszołomioy.
- Kurcze, co ty masz w tym łbie ?-spytałam
Seth sprubował usiąśc ale po chwili znowu się przewrucił i leżał na ziemi pojękując.
-Mięczak-powiedziałam patrząc na basiora kwilącego u moich stup
Podeszłam do jeziorka i już chciałam się napić kiedy coś poczułam.
Zupełnie jakby faje ciemności zalewały wszystko dookoła mnie.
-Błagam zabieżcie..-wymamrotał Seth
Wtedy jego postać się rozmyła.
Podbiegłam tam by stanąc twarzą w twarz z tym w co zmienił się muj ,,kolega''.
Poczułam jak ogarnia mnie panika pierwszy raz nie byłam w stanie spojrzeć komuś w oczy.
Zacisnęłam pięści wbijając paznokcie w skóre.
-Kim ty jesteś?-spytałam starają się powstrzymać drzenie rąk.
- Prawdę powiedziawszy nie wiem-odpowiedział spokojnie
Wątpie by ktokolwiek wiedział.
Skupiłam się i wtargnęłam do jego umysłu zmuszając do ponownej przemiany w wilka.
Spojrzałam na niego z góry.
-Drogi padawanie-powiedziałm patrząc na niego karcącym wzrokiem-muszę ci udzielić życiowej porady
-Jakiej?-spytał zirytowany wilk
-W sprawie dziewczyny
-Słucham?-wilk spojrzał na mnie z czymś na kształt zaciekawienia
-Z taką mordą-odpowiedziałam tłumiąc śmiech-stary zapomnij.
* * *
Wyskoczyłam na nic nie spodziewające się zwieże z zasadzki.
Wszystko zrobiłam tak jak należy i spodziewałam się opfitego posiłku.
-Hej nie jestem biegusem!-dotarł do moich uszu oburzony głos.
Zeszłam z wilczycy która wydawała mi się biegusem.
-Dzienki jestem Moonli- powiedziała wilczyca wstając-a ty?
-Aqua así que lo que vien-odpowiedziłam głucha na jej pytania
-O co chodzi
-o nic o nic- powiedziałm i odbiegłam nawet nie oglądając się na wadere.
Wbiegłam na polane na której miałam się spodkać z Sethem
Muszę to przemyśleć.Słowa wypowiadane w smoczym języku nie są słowami rzuconymi na wiatr.
Woda i wolność powróci niebawem
seth? Moonli?
Nie wiem jakim cudem Seth był w stanie żyć z takimi myślami.
Za każdym razem kiedy dotykałam jego umysłu miałam ochotę zwinąc się w kłębek lub zchować do jakiejś dziury.
Ale nie robiłam tego poprostu nie mogłam musiałam dbać o porządek w głowie.
Przerwałam kontakt złośliwie szarpiąc myśli basiora który zajęczał cicho.
Zamrugał wciąz lekko oszołomioy.
- Kurcze, co ty masz w tym łbie ?-spytałam
Seth sprubował usiąśc ale po chwili znowu się przewrucił i leżał na ziemi pojękując.
-Mięczak-powiedziałam patrząc na basiora kwilącego u moich stup
Podeszłam do jeziorka i już chciałam się napić kiedy coś poczułam.
Zupełnie jakby faje ciemności zalewały wszystko dookoła mnie.
-Błagam zabieżcie..-wymamrotał Seth
Wtedy jego postać się rozmyła.
Podbiegłam tam by stanąc twarzą w twarz z tym w co zmienił się muj ,,kolega''.
Poczułam jak ogarnia mnie panika pierwszy raz nie byłam w stanie spojrzeć komuś w oczy.
Zacisnęłam pięści wbijając paznokcie w skóre.
-Kim ty jesteś?-spytałam starają się powstrzymać drzenie rąk.
- Prawdę powiedziawszy nie wiem-odpowiedział spokojnie
Wątpie by ktokolwiek wiedział.
Skupiłam się i wtargnęłam do jego umysłu zmuszając do ponownej przemiany w wilka.
Spojrzałam na niego z góry.
-Drogi padawanie-powiedziałm patrząc na niego karcącym wzrokiem-muszę ci udzielić życiowej porady
-Jakiej?-spytał zirytowany wilk
-W sprawie dziewczyny
-Słucham?-wilk spojrzał na mnie z czymś na kształt zaciekawienia
-Z taką mordą-odpowiedziałam tłumiąc śmiech-stary zapomnij.
* * *
Wyskoczyłam na nic nie spodziewające się zwieże z zasadzki.
Wszystko zrobiłam tak jak należy i spodziewałam się opfitego posiłku.
-Hej nie jestem biegusem!-dotarł do moich uszu oburzony głos.
Zeszłam z wilczycy która wydawała mi się biegusem.
-Dzienki jestem Moonli- powiedziała wilczyca wstając-a ty?
-Aqua así que lo que vien-odpowiedziłam głucha na jej pytania
-O co chodzi
-o nic o nic- powiedziałm i odbiegłam nawet nie oglądając się na wadere.
Wbiegłam na polane na której miałam się spodkać z Sethem
Muszę to przemyśleć.Słowa wypowiadane w smoczym języku nie są słowami rzuconymi na wiatr.
Woda i wolność powróci niebawem
seth? Moonli?
wtorek, 3 czerwca 2014
Profil Roni'ego
Imię: Roni tak właściwie to Ronin ale woli żeby nazywać go po prostu roni
Przydomek;Trivio
Płeć:basior
Wiek: 15lat
Charakter:spokojny i cierpliwy mimo tego że jest dość
małomówny wciągnięty w rozmowę stanowi duszę towarzystwa.
Ma ładny głos ale rzadko śpiewa. niektórzy mogą go uznać za nieśmiałego i skrytego ale tak naprawdę on tylko czeka na właściwą osobe która go zrozumie
Rodzina:siostra Ilumena
Historia: nie lubi o niej muwić wystarczy wam tyle że jego rodzina została rozdzielona przez ludzi którzy zmusili jego i ojca do ucieczki i rozdzielenia sie z resztą rodziny
Dewiza:dbaj o porządek w głowie
Stanowisko:Strażnik
Ranga:omega
Żywioł:ogień
Specjalna umiejętność:potrafi tworzyć z ognia dowolne kształty albo osłaniać się ognistą tarczą
potrafi też tworzyć złudzenia za pomocą gorącego powietrza.
Właściciel: agora
Od Hazel
,,Zaraz się spale ze wstydu''
Moonli dała mi pić i jedzenie tak naprawdę chciało mi się tylko pić
.
Nagle Moonli wyszła a ja za nią oczywiście.Ku zdziwieniu szedł do nas jakiś basior...no znaczy do mnie.
Serce mi biło.Osobiście nie lubiłam chłopaków po tym co zrobił muj dawny chłopak.
Podszedł do mnie zaczoł bawić się moimi włosami i zaczoł coś do mnie gadać. Zezłościło mnie to ale...ale jakoś mnie on zablokował nie mogłam się sprzećwić.
Zerknełam na miejsce gdzie stała Moonli jednak nie było jej tam za to poczułam jak ziemie zaczeła się trząści.Wbiłam się w powietrze naj szybciej jak mogłam ponieważ podemną i tymgościem wybuchną gejzer szybko opadł a ja pusiciłam dłoń tego gościa i opadlam zamieniając się w wilczyce a on zrobił to samo.
-CO CI ODBIŁO GOŚCIU!?-Zaczełam krzyczeć na niego
-No nic...-powiedział nie winnie spoglądając na mnie.
-Dobra rozprawie się z tobą jak wruce!-powiedziałam
-Dobra pa pa a gdzie ja mam się podziadz?-zapytał
-Widzisz te doby to tam idz...-powiedziałam pokazując mu
Poleciałam za Moonli.
Widziałam jakieś ślady które prowadziły do lasu.Złożyłam skrzydła i szłam.Była straszna mgła i ledwo widziałam.
Nagle usłyszałam chyba głos Moonli.
Moonli!?CO TO MIAŁO BYĆ!??JA SIĘ PYTAM!??Ale ok dokończysz?
A i jeszcze ty...Diego???.....
Moonli dała mi pić i jedzenie tak naprawdę chciało mi się tylko pić
Nagle Moonli wyszła a ja za nią oczywiście.Ku zdziwieniu szedł do nas jakiś basior...no znaczy do mnie.
Serce mi biło.Osobiście nie lubiłam chłopaków po tym co zrobił muj dawny chłopak.
Podszedł do mnie zaczoł bawić się moimi włosami i zaczoł coś do mnie gadać. Zezłościło mnie to ale...ale jakoś mnie on zablokował nie mogłam się sprzećwić.
Zerknełam na miejsce gdzie stała Moonli jednak nie było jej tam za to poczułam jak ziemie zaczeła się trząści.Wbiłam się w powietrze naj szybciej jak mogłam ponieważ podemną i tymgościem wybuchną gejzer szybko opadł a ja pusiciłam dłoń tego gościa i opadlam zamieniając się w wilczyce a on zrobił to samo.
-CO CI ODBIŁO GOŚCIU!?-Zaczełam krzyczeć na niego
-No nic...-powiedział nie winnie spoglądając na mnie.
-Dobra rozprawie się z tobą jak wruce!-powiedziałam
-Dobra pa pa a gdzie ja mam się podziadz?-zapytał
-Widzisz te doby to tam idz...-powiedziałam pokazując mu
Poleciałam za Moonli.
Widziałam jakieś ślady które prowadziły do lasu.Złożyłam skrzydła i szłam.Była straszna mgła i ledwo widziałam.
Nagle usłyszałam chyba głos Moonli.
Moonli!?CO TO MIAŁO BYĆ!??JA SIĘ PYTAM!??Ale ok dokończysz?
A i jeszcze ty...Diego???.....
Od Setha : ( CD do opo Miru ) Ból
Zmęczony tułaczką bez końca opadłem na ziemie podnosząc za zobą grubą
warstwę chmury kurzu. Ciemność otaczająca mnie wokół była przyjemna,
cicha, a ja nie czułem bólu który doskwierał mi odkąd pamiętam.
Nigdy nie znałem jego źródła, ani też nie doszukiwałem się go uznawałem że tak ma być i niech będzie bo i tak nie mam celu w życiu.
Nagle jednak szum, zaćmienie, torsje... Ktoś włamywał się do mojej świadomość, rozkazał bym wyszedł z cienia, ale w odpowiedziu usłyszał ciszę.
A ja zbyt zmęczony i zagubiony by odpowiedzieć błądziliśmy dalej, ale teraz...
- Boli... - Syczy coś po nocach, coraz cięściej jak echo w głowie i niechęć się wycofać.
- Boli ! - Wydziera się złapmy dudnioncym głosem.
- Zrób coś z tym, przeklinam twe życie ! - Zawodzi, a do czarnego konturu, zaledwie cienia wilka to nie dochodzi...
- Kurcze, co ty masz w tym łbie ? - Skrzywiła się dziewczyna rozmasowując sobie uporczywie skronie.
- Minęło trochę od ostatniej sesji i mam serdecznie tego dość, to coś nie wylesienia z ciebie za żadne skarby! Przynajmniej ja tego tu siłą nie ściągnę... - Zaskarżała się wilczyca prowadząc długi monolog który niekoniecznie do mnie w pełni docierał.
Czułem się przez to wszystko jak na karuzeli bez kresu kręcącej się tu i tam.
- Mięczak - Sykneła dziewczyna i odeszła powoli by napić się wody, nie przeszła jednak sporo ponieważ coś było nie tak.
Zgiołem się w pół jęcząc. - Boli !! - Wżasnoł głos, a ja jedynie jęczałem cicho.
- Błagam zabieżcie...
- Kim ty jesteś ? - Spytała teraz nadto opanowana wiczyca wpatrując się w nalując się przed nią powoli wysoki cień na kształt męźczyzny.
- Prawdę powiedziawszy nie wiem. - Oznajmił spokojniej. Ból gwałtownie ustał nie wiedziałem czy lerze w bezruch, mówię, czy cokolwiek robie, ale czułem się dziwnie... Bardzo dziwnie, a może to było przyjemne?
Nigdy nie znałem jego źródła, ani też nie doszukiwałem się go uznawałem że tak ma być i niech będzie bo i tak nie mam celu w życiu.
Nagle jednak szum, zaćmienie, torsje... Ktoś włamywał się do mojej świadomość, rozkazał bym wyszedł z cienia, ale w odpowiedziu usłyszał ciszę.
A ja zbyt zmęczony i zagubiony by odpowiedzieć błądziliśmy dalej, ale teraz...
- Boli... - Syczy coś po nocach, coraz cięściej jak echo w głowie i niechęć się wycofać.
- Boli ! - Wydziera się złapmy dudnioncym głosem.
- Zrób coś z tym, przeklinam twe życie ! - Zawodzi, a do czarnego konturu, zaledwie cienia wilka to nie dochodzi...
- Kurcze, co ty masz w tym łbie ? - Skrzywiła się dziewczyna rozmasowując sobie uporczywie skronie.
- Minęło trochę od ostatniej sesji i mam serdecznie tego dość, to coś nie wylesienia z ciebie za żadne skarby! Przynajmniej ja tego tu siłą nie ściągnę... - Zaskarżała się wilczyca prowadząc długi monolog który niekoniecznie do mnie w pełni docierał.
Czułem się przez to wszystko jak na karuzeli bez kresu kręcącej się tu i tam.
- Mięczak - Sykneła dziewczyna i odeszła powoli by napić się wody, nie przeszła jednak sporo ponieważ coś było nie tak.
Zgiołem się w pół jęcząc. - Boli !! - Wżasnoł głos, a ja jedynie jęczałem cicho.
- Błagam zabieżcie...
- Kim ty jesteś ? - Spytała teraz nadto opanowana wiczyca wpatrując się w nalując się przed nią powoli wysoki cień na kształt męźczyzny.
- Prawdę powiedziawszy nie wiem. - Oznajmił spokojniej. Ból gwałtownie ustał nie wiedziałem czy lerze w bezruch, mówię, czy cokolwiek robie, ale czułem się dziwnie... Bardzo dziwnie, a może to było przyjemne?
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Przeprqasam
niedziela, 1 czerwca 2014
Od Moonli: Nie, to nie możliwe
Wadera wyglądała na wesołą ja już nie potrafiłam być wesoła
wyprostowałam się i zmieniłam w człowieka. Wadera uczyniła tak samo jak
ja.
-Oczywiście, że tak. Potrzebujemy takich jak ty.
-Dziękuje, ale nie bądź taka poważna- uśmiechnęła się wadera.
-Nie rozkazuj alfie, powiedz jak ci na imię?
- Hazel.- odpowiedziała wadera.
- Ja mam na imię Ilu, to znaczy Moonli. – prawie bym się wygadała- Pewnie jesteś głodna i spragniona.
- Tak- odpowiedziała niepewnie wilczyca.
- Choć być może niedługo na dworze nie będzie się już wytrzymać.
-Oczywiście.- i Hazel poszła za mną do bardzo dużego domu, mojego domu.
Podałam wodę i prowiant. Gadałyśmy trochę przy niej mogłam się wyluzować. Uśmiechnąć się.
Nagle zobaczyłyśmy basiora. Wyszłam na zewnątrz z Hazle. Basior zamieniła się gdy zobaczył nas. Podszedł bliżej. Nagle czas się dla mnie zatrzymał. Serce biło jak opętane. Nie wiedziałam co się dzieje. Aż w końcu zdałam sobie sprawę. Ale on pot rzedł do Hazel. Odwrócił się do mnie i spytał: Czy mogę dołączyć?- Pokiwałam głową na znak że ,,tak’’ On pot rzedł niebezpiecznie blisko do Hazel. Krew powoli zaczęła we mnie wrzeć. Złapał za kosmyk jej włosów i kręcił nimi w Okół swojego palca. Hazel stała nieruchomo też nim oczarowana. Ja zmarnowana zmieniłam się w wilka i odeszłam a odchodząc usłyszałam ich rozmowę:
-Cześć- wyszeptał tamten chłopak- jak ci na imię?
-H… hazle.- wyjąkała wet najpiękniejszy kwiat pustyni pozazdrościł by ci urody. A miękkość twojej skóry- dotknął policzka Hazel- nie równa się jedwabiu. – Hazel zaśmiała się cicho odwracając głowę.
-Oczy jak dwa obsydiany, czarne i głębokie . i pierwsze wrażenie jakie odnoszę gdy na nie patrzę to tak jakbym spadał w otchłań bez dna.
odwróciłam się i to co zobaczyłam mocno uszkodziło moją psychikę. Hazel całowała się z tym oto tu draniem. Nie wiem jakim cudem ale byłam taka wściekła że, oni się całują. Coś we mnie wybuchło i przy nich też. To był gejzer który wyrwał ziemie i podniósł ich do góry przy okazji parząc ich ciała. Ostudziłam wrzącą wodę ale niepotrzebnie gdyż Hazel zareagowała dużo szybciej i wzleciała w górę trzymając za ręce jej chłoptasia .
Uciekłam z tam tąd do lasów mgły.
*w lesie mgły*
Płacząc przez przypadek nadepnęłam na gałąź i nagle młody wilk się na mnie, rzucił.
-Ej nie jestem biegusem.
Miru proszę nie pożeraj mnie.
A i soory za to co zrobiłam z tobą Diego i Hazel na serio soory.
-Oczywiście, że tak. Potrzebujemy takich jak ty.
-Dziękuje, ale nie bądź taka poważna- uśmiechnęła się wadera.
-Nie rozkazuj alfie, powiedz jak ci na imię?
- Hazel.- odpowiedziała wadera.
- Ja mam na imię Ilu, to znaczy Moonli. – prawie bym się wygadała- Pewnie jesteś głodna i spragniona.
- Tak- odpowiedziała niepewnie wilczyca.
- Choć być może niedługo na dworze nie będzie się już wytrzymać.
-Oczywiście.- i Hazel poszła za mną do bardzo dużego domu, mojego domu.
Podałam wodę i prowiant. Gadałyśmy trochę przy niej mogłam się wyluzować. Uśmiechnąć się.
Nagle zobaczyłyśmy basiora. Wyszłam na zewnątrz z Hazle. Basior zamieniła się gdy zobaczył nas. Podszedł bliżej. Nagle czas się dla mnie zatrzymał. Serce biło jak opętane. Nie wiedziałam co się dzieje. Aż w końcu zdałam sobie sprawę. Ale on pot rzedł do Hazel. Odwrócił się do mnie i spytał: Czy mogę dołączyć?- Pokiwałam głową na znak że ,,tak’’ On pot rzedł niebezpiecznie blisko do Hazel. Krew powoli zaczęła we mnie wrzeć. Złapał za kosmyk jej włosów i kręcił nimi w Okół swojego palca. Hazel stała nieruchomo też nim oczarowana. Ja zmarnowana zmieniłam się w wilka i odeszłam a odchodząc usłyszałam ich rozmowę:
-Cześć- wyszeptał tamten chłopak- jak ci na imię?
-H… hazle.- wyjąkała wet najpiękniejszy kwiat pustyni pozazdrościł by ci urody. A miękkość twojej skóry- dotknął policzka Hazel- nie równa się jedwabiu. – Hazel zaśmiała się cicho odwracając głowę.
-Oczy jak dwa obsydiany, czarne i głębokie . i pierwsze wrażenie jakie odnoszę gdy na nie patrzę to tak jakbym spadał w otchłań bez dna.
odwróciłam się i to co zobaczyłam mocno uszkodziło moją psychikę. Hazel całowała się z tym oto tu draniem. Nie wiem jakim cudem ale byłam taka wściekła że, oni się całują. Coś we mnie wybuchło i przy nich też. To był gejzer który wyrwał ziemie i podniósł ich do góry przy okazji parząc ich ciała. Ostudziłam wrzącą wodę ale niepotrzebnie gdyż Hazel zareagowała dużo szybciej i wzleciała w górę trzymając za ręce jej chłoptasia .
Uciekłam z tam tąd do lasów mgły.
*w lesie mgły*
Płacząc przez przypadek nadepnęłam na gałąź i nagle młody wilk się na mnie, rzucił.
-Ej nie jestem biegusem.
Miru proszę nie pożeraj mnie.
A i soory za to co zrobiłam z tobą Diego i Hazel na serio soory.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
